Ptaki szybują fosforyczną bielą po wieczornym niebie,
Niczym skrawki podartego, nigdy nie wysłanego listu,
Krążące między jej żalem a niewykorzystaną okazją.
Są jak znaki od Boga, wymodlone w bezsenną noc.
Ciekawe, że na zmierzch czekają tylko kochankowie.
Nieszczęśliwie zakochani wypatrują wyłącznie świtu.
A czy to znaki od Boga, będzie wiedziała tylko Parka,
Trzymająca w bladych palcach błękitną nić jej przeznaczenia.
A ona sama nigdy się nie dowie, czy perłowe nożyczki
Nie przetną splotu w jego najpiękniejszym fragmencie.
{jcomments on}
Please wait...