Zaklęśnięta głęboko w sobie, kontempluję ślady Twoich dłoni
na wydmach mojego ciała.
Tak bardzo, że zapominam, że poza dłońmi masz jeszcze oczy,
przesuwające się nade mną jak niepokojąco zasnute niebo.
Wąskie wargi zacumowane jak łódź w półuśmiechu,
w torturze powolnych pocałunków.
Ale to dłonie przeczesują piasek mojej skóry, jakby ścierały pył,
kurz miękkoosiadły na marmurowym popiersiu.
Zagarniają chłód ze stóp,
usypują gorące kopczyki na łonie, brzuchu, piersiach.
Rosnę jak drożdżowe ciasto.
Karmisz mój apetyt.
Kontemplując ślady Twoich dłoni,
szczęście odbijam różem na policzkach.
{jcomments on}
Please wait...