Afrodyta
Żywioły w ciało ubrała,
wybrednie przebierając dłońmi
w materiałach.
Atramentową miękkość,
łagodnością wezbrane odmęty – w oczy.
Lawinę pod bezgwiezdnym niebem,
chmury burzowe brzemienne
kryształowym blaskiem – we włosy.
Lawą rozgrzaną żonglowała
w delikatnych palcach,
rzeźbiąc, muskając namiętność jej ust.
I ciało drżące oddechem
układała czule pomiędzy
źdźbłami traw a słońca zenitem.
{jcomments on}
Please wait...