wciąż jesteś tak odległy, mglisty
tak nieuchwytny jak ptak w locie
przez piramidy ksiąg przemierzam
kilometrową trasę słowa
gdzieś utknie pośród białych kartek
gdzieś się zaplącze
zniknie
skona
zanim usłyszysz, zanim powiesz
że tak, że wiesz
że widzisz przecież...
poprzez przecinki i dwukropki
mozolnie wspinam się na szczyty
codziennie prawie od początku
bezwstydnie
i całkiem bez nadziei
za tamtą górą właśnie jesteś
za tamtą piramidą zwątpień
błysną w szkieł twoich okularów
maleńkie iskry zrozumienia
lecz zaraz znikną
zaraz umrą
zaraz... no właśnie...
Pyk! Już nie ma...
już nie dogonię, już przepadło
?........................
właśnie spłynęło do szuflady
ostatnie koło ratunkowe
tak... mruczysz
teraz
nie przeszkadzaj
?.......................
i zakopujesz się w papierach
i obojętnie schylasz głowę
{jcomments on}
Please wait...