zawiesiłam się w niemocy
kładąc po podłodze cienie
w rytm drgające tańca świecy
tak nietrwałe jak marzenie
tak ulotne niczym mary
blask dzieciństwa, młodość płocha
głupie żale, puste swary
dzika radość myśli „kocha”
dzika rozkosz w tchnieniu nocy
ciepła błogość popołudnia
chłody świtu, czar północy
gorąc lipca, mrozy grudnia
wszystko mija i się zmienia
w kręgu życia, w ciągłym pędzie
krótka chwila, miejsce ziemia
i co dalej być ma – będzie
{jcomments on}
Please wait...