zabierał mnie ojciec do lasu
brukowana droga
resztki fundamentów
trawą zarośnięta żwirownia
stawał tuż przy kamiennych blokach
twarz jego tężała
poważnie milcząca
ja odezwać nie ważyłem się
nadawałem numery kamieniom
by czas szybciej mijał nam
zerkając na niego
tak z ukosa
a ojciec wznosił pięści ku niebu
i pomstował na dziadka
że najmniej zaradny
z całej wsi był
{jcomments on}
Please wait...