Miast bystrego deszczu ulicą płynęła
niesiona przez wiatrów wiośniane podmuchy
czas między okienne framugi ją wklejał
unosił do góry wirem kurzu suchym.
Zamykała oczy choć ciekawość świata
kazała otwierać aż nadto szeroko
i pukać i stukać kołatką kołatać
przy dziurce od klucza wyglądać ubogo.
Afirmując cegieł czerwone policzki
spękanych balkonów ciężar unoszących
zamykała usta na klamek guziczki
by całować zieleń na murze wilgnącym.
Hartowała duszę nadwątloną drogą
chyląc się w podcieniach dosięgała szczytu
pod mostem gdzie rzeka szemrze zimną strofą
puszczała żaglówki miłosnych liścików.
Zaskarbiając nici porannych korali
nasyconym sercem różnorodnych przeżyć
jak amen w pacierzu dzwoneczek konwalii
rozkwitły w ciekawość wiośnianej syntezy.
{jcomments on}
Please wait...