Pachniesz wódką
tytoniem
i mną
chodź tu do mnie
miłości moja
w ramiona spłyń
jak kropla rynną
w ciemnym pokoju
jasnością się kojarz
nieprzypadkowe
bogactwo zapachów
bodaj się upić
choć na krótką chwilkę
odległość pokonać
gdzie Krym
gdzie Tomaszów
gdzie głodne usta
rozkwitłe żonkilem
bojaźliwyś tej chwili
lękliwy i trwożny
gdy zwinięta w węża
zasypiam półnaga
pacierze odprawiasz
boś bardziej pobożny
niedotykiem dotykasz
wzrokiem
kształt wykrawasz
jeszcze mały łyk
później
długo susza
zaciągasz się mną
jakoby nałogiem
i umieram w doznaniu
wolna od pokuszeń
ciało swe zostawiam
tuż za rąk twych
progiem.
{jcomments on}
Please wait...