Rannym zmartwychwstaniem dźwignęłam się z łóżka
za oknem soczyste zielenie i żółcie
prosiła do siebie mchem okryta furtka
skrzypieniem gościnnym; pójdźże do mnie pójdźże.
Współmyślenie wniosłam w to co przed oczyma
dopłynęłam ciszą do grządek sumienia
swojską egzotykę zaczęłam rozpinać
a próbą oddechu ciało swe dotleniać.
I poddałam ducha poczułam jak bierna
pierwowzór zostawiam przy skrzypiącej furtce
porannowiośniane tańczyłam misteria
próżno szukać ciała w mgieł rannych koszulce.
Szkic narysowany wyobraźni ręką
rwał świeżutkie mlecze kolorami syte
pod twym czujnym okiem pod twoją opieką
przynosiłam z sercem wonne rekwizyty.
{jcomments on}
Please wait...