Na popyt i podaż pogoda majowa,
ledwo promieniami zawiązki liźnięte,
a ja już nalegam, żebyś pokosztował,
jak smakują truskawki ubrane w sukienkę.
Słońca nie obwiniam, tak mi tu gorąco,
soczyście dojrzałe wybierasz wersety,
nim upadniesz w pościel, czerwoną, niemnącą,
przed truskawkobraniem zawijasz mankiety.
O ratunek proszę, słodząc sokiem usta,
przez szyję do piersi wydeptujesz ścieżki,
w koszyczkach twych dłoni zebrana rozpusta,
dojrzałe truskawki, szypułkowe grzeszki.
{jcomments on}
Please wait...