Zasypie śnieg nam drogi,
Pokryją pola mgły.
Rozruszać wyjdę nogi:
Za drzwiami stoisz ty.
W jesiennym swym odzieniu ?
U płaszcza rwie się brzeg ?
Opierasz się wzruszeniu
I żujesz mokry śnieg.
Ogrody, pola w biegu
Odchodzą w dal, we mgłę.
Ty stoisz pośród śniegu,
Co zasypuje cię.
Jak na ździebełku rosa,
Za kołnierz krople prą.
Topnieje śnieg we włosach,
A one całe lśnią.
I śniegu przędzą białą
Twa rozświetlona twarz.
Oplotła ciebie całą
I ten twój stary płaszcz.
Wilgotny śnieg na rzęsach,
A w oczach twoich żar,
Tęsknota tak nieziemska,
I niezgłębiona dal.
Jak gdyby stalą srogą
i zanurzoną w rtęć,
po sercu moim tobą
niesiono kilka cięć.
Łagodność twoich rysów
W nim przetrwa dwieście lat,
Dlatego nic nie szkodzi,
Że tak okrutny świat.
Dlatego nie wyliczę,
Gdzie jest ta w śniegu noc,
A między nas granicę
Nie wstawi żadna moc.
I czyśmy choć istnieli,
czy to jest gminna wieść,
bo ludzie coś zaczęli
w zimowy wieczór pleść?
Please wait...