Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa


Po moim ciele przeszedł zimny dreszcz. Poderwałam się z łóżka, chwytając dłońmi za szyję.
– Sebastian… – wycharczałam przez ściśnięte gardło.
Łapałam zachłannie oddech, a moje serce łomotało jak oszalałe. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że wszystko to, co przed chwilą się wydarzyło, było tylko snem, niezwykle realistycznym koszmarem. Wierzchem dłoni otarłam zimny pot, który obficie zrosił mi czoło. Powoli, z każdym wdechem zaczęłam się uspokajać. Wtenczas koszmar, jeszcze przed chwilą wyraźny i mrożący krew w żyłach, zaczął blednąć. Kiedy mój organizm uspokoił się, pamiętałam już tylko, jak potężne męskie dłonie dusiły mnie. Pamiętałam, jak twarz, jakże mi znajoma, wykrzywiała się z chorej satysfakcji. Mężczyzna skrzywił usta w grymasie uśmiechu, jedną ręka sięgnął za siebie i wyciągnął olbrzymi nóż. Usłyszałam szyderczy śmiech, ostrze błysnęło w świetle latarni i nagle wszystko się skończyło, gdy poderwałam się z imieniem ukochanego na ustach. Westchnęłam, z dużym oporem kładąc się z powrotem.
– A wszystko przez to dziwne zdarzenie w zaułku – wyszeptałam.

 

Dobrze pamiętałam wydarzenia tamtego wieczoru, gdy czekałam przed restauracją na ukochanego w naszą rocznicę. Serce zaczynało mi być szybciej na samą myśl, że już za parę minut się spotkamy, by świętować kolejny rok w naszej knajpce, gdzie spotkaliśmy się pierwszy raz. Zatrzymałam się na chodniku. Dwa kroki w przód i dotknęłabym zimnej szyby baru Abar, zaś dwa kroki w tył i byłabym przy sklepiku, w którym jest dosłownie wszystko, oprócz nitek dentystycznych. Odruchowo spojrzałam w głąb ciemnego zaułka pomiędzy dwiema ulicami. Światła przejeżdżającej ciężarówki nagle oświetliły go, a moim oczom ukazała się makabryczna scena. Jakiś mężczyzna pochylał się nad klęczącą kobietą, przytykając jej nóż do gardła. Mężczyzna drgnął i spojrzał w moją stronę. Na sekundę w żółtym świetle reflektorów zobaczyłam twarz Sebastiana wykrzywioną obłędem. Lecz nim zdążyłam się jej dobrze przyjrzeć, zaułek znów pogrążył się w ciemnościach. Coś zaszurało, a gdy światła kolejnego samochodu rozświetliły miejsce, w którym przed chwilą stała straszna para, nie było już tam po niej śladu. Stałam tak, wpatrując się w to miejsce. Przez moją głowę przelatywały nieskładne myśli. „Czy to mi się tylko przywidziało, czy raczej byłam świadkiem, jak mój narzeczony chciał zabić jakąś blondynkę?” Z tego dziwnego stanu wyrwał mnie delikatny nacisk na moje ramię. Mimowolnie podskoczyłam wystraszona i spojrzałam, kto mnie dotknął.
– Wystraszyłem cię – powiedział Sebastian, szeroko uśmiechając się.
Przez dłuższą chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu, w końcu udało mi się wychrypieć:
– Nieeee…
Nie zabrzmiało to przekonująco, zwłaszcza że przed chwilą sam widział, jak podskoczyłam niczym oparzona. Mój ukochany pocmokał jedynie w udawanej zadumie. Zaraz jednak objął mnie i razem weszliśmy do knajpki. W jego silnych ramionach zapomniałam o tym dziwnym zdarzeniu, jakie mi się przydarzyło przed barem. Choć wieczór minął nam cudownie, a noc spędziliśmy upojnie, wizja tego mężczyzny nadal czaiła się gdzieś w mojej podświadomości.

Gdy tylko zasnęłam po cudownych chwilach uniesienia z moim ukochanym, straszna wizja nawiedziła mnie we śnie. Ocknęłam się gwałtownie, wokoło panowała ciemność, nie poruszając ciałem, zerknęłam na zegarek, który wskazywał drugą. „Co mnie obudziło?” – zastanowiłam się. To właśnie wtedy usłyszałam ten cichy głos. Zerknęłam w lustro, w którym dostrzegłam swoje odbicie, a za mną plecy Sebastiana, który mówił coś do słuchawki telefonu napiętym szeptem. Skupiłam się bardzo, by zrozumieć, co też mój narzeczony mówi.
– …innej części miasta. Mówiłem ci, żebyś się nie kręcił tutaj! Co z tego? Ukryłeś je dobrze? No mam nadzieje! Tak. Tak. Spotkamy się tam, gdzie zawsze! Cześć.
Skończywszy rozmowę, odłożył słuchawkę. Szybko zamknęłam oczy, poczułam, jak jego zimna dłoń delikatnie przesuwa się po moim biodrze. Pocałował mnie w szyję. Moje ciało drgnęło w odpowiedzi. Mój ukochany wtulił się we mnie, zasypiając, choć na pozór spokojny, czułam jak bardzo był zestresowany. W końcu po pół godziny chaotycznych rozmyślań również zasnęłam kamiennym snem.

Gdy rano obudziłam się, wydarzenia ubiegłej nocy wydały mi się jakimiś chorymi majakami. Ku mojemu zaskoczeniu Sebastiana nie było przy mnie. Przez chwilę wydawało mi się, że wszystko to, co przeżyłam wczoraj, było jedynie snem. Nagle usłyszałam, jak ktoś przesuwa szklankę po blacie w kuchni. Moje serce aż zabiło z radości. Wszystkie troski jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozwiały się. Poderwałam się z łóżka i pobiegłam do kuchni, czując przyjemny chłód kafelków na gołych stopach. Miałam na sobie jedynie fikuśną czarną bieliznę, którą kupiłam specjalnie na naszą rocznicę. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w objęciach ukochanego. Na ustach wciąż czułam słodki smak jego warg. Zatrzymałam się w progu i oparłam o framugę niejednoznacznie. W kuchni panował zapach świeżo parzonej kawy. Mój ukochany, ubrany w elegancki garnitur, stał tyłem do mnie. Pił spokojnie kawę, patrząc przez okno na panoramę miasta. Chciałam podbiec i objąć go w pasie od tyłu, gdy nagle zamarłam w pół kroku. Zapadła grobowa cisza przerwana siorbnięciami gorącego płynu pitego przez Sebastiana. Ale czy na pewno? Coś mi się nie zgadzało, choć nie wiedziałam, co tak naprawdę. Mężczyzna powoli obrócił się do mnie przodem. Na jego ustach pojawił się grymas, który miał przypominać uśmiech. Pomimo tego, iż jego twarz była mi tak dobrze znana, coś nie pasowało, i nagle pojęłam co.
– Sebastian nienawidzi kawy – wyszeptałam.
Nim zdążyłam zerwać się do ucieczki, nieznajomy o wyglądzie mojego ukochanego cisnął we mnie trzymany przez siebie kubek. Poczułam ogromny ból oraz ciepły płyn rozlewający się po mojej twarzy. Osuwając się na podłogę, straciłam przytomność w brzęku rozbijającej się porcelany. Nagle wszystko ogarnęła ciemność.

Pierwsze co poczułam po przebudzeniu to tępy ból głowy, dopiero po chwili dotarło do mnie, że słyszę jeszcze jakieś dźwięki. Z wysiłkiem skupiłam się na nich i zaraz zorientowałam się, że w telewizji leciały wiadomości. Redaktorka właśnie opowiadała o brutalnym morderstwie jakiejś Magdaleny K., której zwłoki znaleziono w pojemniku na śmieci niedaleko baru Abar. Policja nie znalazła żadnych świadków zajścia. Na zwłoki natknęli się pracownicy firmy wywożącej śmieci, którzy jak co tydzień we wtorki wywozili odpadki.
Ktoś się poruszył i telewizor zgasł. Usłyszałam powolne kroki zbliżające się do mnie. Dopiero teraz zorientowałam się, że mam zasłonięte oczy i pomimo szeroko otwartych powiek, widzę ciemność. Nagle poczułam czyjś oddech o zapachu kawy.
– Wybacz za te małe niedogodności… ale zepsułaś mi prezent dla mojego kochanego braciszka… A tak skrupulatnie go przygotowywałem…
Próbowałam coś powiedzieć, ale knebel w moich ustach uniemożliwił mi to. Zaszamotałam się, jednak przygważdżające mnie do jakiegoś blatu pęta tylko wzmocniły swój zacisk. Poczułam, jak po policzkach spływają mi łzy.
Nagle skrzypnęły drzwi i do pomieszczenia wszedł ktoś jeszcze.
– Igorze, zostaw ją – usłyszałam głos Sebastiana.
– Kochany bracie, jednak przybyłeś na moje zaproszenie. Wchodź, wchodź mamy dużo czasu…
Sebastian szybkim krokiem podszedł bliżej. Jego równe, sprężyste kroki rozpraszały ciszę.
– Ile mamy to jeszcze przerabiać? Nie jestem taki jak ty i nigdy nie bę... – Sebastian zamilkł w pół słowa, gdy na swojej szyi poczułam chłód ostrza. – Spokojnie bracie, nie denerwuj się, to nie jej wina…
– To jej wina! To przez nią odwróciłeś się ode mnie! Zmieniła cię nie do poznania, przez nią zapomniałeś o swoim przeznaczeniu. Nie zapominaj o swoich korzeniach, o swojej dzielnicy. Rodziny się nie zdradza! Nigdy ci tego nie zapomnę! Nigdy!!!
– Nie!!!

Moje serce z każdą chwilą waliło coraz szybciej, panicznie bałam się tego wszystkiego, co kryło się za cienką barierą opaski założonej na oczy. Knebel dławił mnie coraz mocniej, krępujący mnie sznur coraz dotkliwiej ranił moje nadgarstki. Usłyszałam, jak coś się szamocze nieopodal mnie, odgłosy dzikiej walki przerażały mnie. Poczułam, jak coś ciepłego ochlapuje mój nagi brzuch i nagle wszystko się skończyło. Z zapartym tchem wsłuchiwałam się w ciszę panującą wokoło. Coś stęknęło, charknęło i cichym głosem wyszeptało:
– Adriana, nic ci nie jest?…
Czyjaś mokra ręka ściągnęła mi opaskę z oczu, ostre światło lampy oślepiło mnie. Dopiero po chwili dostrzegłam nad sobą błękitne oczy Sebastiana. Były takie spokojne. Wyrażały tyle czułości. Drżącymi dłońmi wyciągnął mi knebel z ust, a następnie odwiązał ręce. Od razu usiadłam i wtuliłam w niego przerażona. Mój ukochany jęknął bezgłośnie. Odskoczyłam od niego jak oparzona, ku swojemu przerażeniu zobaczyłam, jak na klapie jego marynarki, tuż przy rozdarciu, pojawia się wielka ciemna plama.
– Jesteś ranny! – krzyknęłam.
– To nic, kochanie – wyszeptał – ważne, że jesteś cała i zdrowa. Ada, kocham cię… Pamiętaj, że zawsze cię kochałem… Nieważne, co powiedzą inni… Pamiętaj…
Nagle osunął się na podłogę z głuchym łoskotem.
– Sebastian! – wrzasnęłam przerażona.

Wszystko, co wydarzyło się później, pamiętałam jak przez mgłę. Wyswobodziłam się z pozostałych więzów, zorientowawszy się, że jestem u siebie w kuchni, szybko wybiegłam po komórkę i zadzwoniłam po pogotowie. Nim minęła minuta, byłam już z powrotem przy ukochanym. Próbując zatamować krwawienie, błagałam go, by mnie nie opuszczał. Sekundy wlokły się niemiłosiernie. Mój narzeczony skonał w moich objęciach. Kiedy przyjechała karetka, nie było już kogo ratować. Zostałam sama na świecie.

Nagłe pikanie budzika wyrwało mnie z rozmyślań. Bez namysłu podniosłam się i wyłączyłam go. Ubrałam się pośpiesznie. Wychodząc z domu, zabrałam kwiaty stojące w wazonie tuż przy wyjściu. Już po chwili pędziłam samochodem ku obrzeżom naszego miasta. Od wydarzeń tamtej okropnej nocy minęło już pięć lat, a ja wciąż jeżdżę na grób Sebastiana w naszą rocznicę. Pamiętam nagłówki gazet, wywiady telewizyjne, wypowiedzi specjalistów. Przytaczano mrożącą krew w żyłach historię strasznego losu, jaki dotknął młode rodzeństwo, gdy wraz z ojcem jeździli po kraju, mordując młode kobiety w bestialski sposób. Wiele razy analizowano, w jaki sposób Stefan R. stworzył sobie nową osobowość, stając się Sebastianem C., moim Sebastianem, i choć wtedy przeraziło mnie to, dziś wiem, że nie było żadnego Stefana R., który miał brata Igora. Co to, to nie. Stefan R. zmarł tej samej nocy, kiedy nowo narodzony Sebastian spotkał mnie w barze Abar. Lecz to wszystko wydarzyło się, by w konsekwencji dwaj bracia zabili się, walcząc o coś, czego nie dane było mi zrozumieć. Wiedziałam jedno. Żyłam, a to wszystko dzięki Sebastianowi, mojemu narzeczonemu, który oddał swoje życie w mojej obronie. Przerywając zamyślenie, zatrzymałam samochód nieopodal bramy Cmentarza Głównego. Szybko wyszłam z niego i podążyłam pustą uliczką przez bramę, a następnie dróżką wśród grobów. Szłam w ciszy, nie rozglądając się na boki. W końcu dotarłam na mały pagórek, gdzie wśród drzew stał niewielki pomnik. Powoli podeszłam do niego. Ze smutkiem wpatrzyłam się w marmurową płytę z napisem: Sebastian Cherubin ur. 17.01.1982 roku, zm. 21.09.2005 roku. Na samo wspomnienie mojego ukochanego serce zabiło mi szybciej. Choć miałam osiemnaście lat, gdy te wszystkie makabryczne wydarzenia miały miejsce, wiedziałam już, że straciłam miłość swojego życia.
– Już kolejny rok minął, najdroższy – wyszeptałam, kładąc kwiaty przy jego grobie. Przez chwilę wpatrywałam się w nagrobek, a następnie odwróciłam się do niego plecami i szybkim krokiem odeszłam. Minęło już pięć lat żałoby, pięć długich lat. Choć wiedziałam, że nigdy o nim nie zapomnę, musiałam żyć dalej. A teraz, gdy miałam w końcu rozpocząć nową pracę, chciałam, żeby stała się ona początkiem mojego nowego życia. Gdy opuszczałam cmentarz, po moich policzkach popłynęły mi łzy.

 

 

{jcomments on}

(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: