Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

 

Przebudzenie w szpitalu nie należało do najprzyjemniejszych, jednak dziękowałam Bogu, że w ogóle było mi dane się obudzić. Po mniej więcej piętnastu minutach pojawiła się uśmiechnięta pielęgniarka. Powoli podeszła do mnie.

– Jak się pani czuje? – spytała, jednocześnie sprawdzając coś przy kroplówce.

– Dobrze, trochę mnie boli głowa.

– Spokojnie, ból minie, doktor powiedział, że nic pani nie jest i można panią wypisać. Jakiś policjant przyszedł do pani… Może wejść?

 

Skinęłam głową i przez dłuższą chwilę spoglądałam, jak wychodziła z pomieszczenia. Po chwili wróciła z wysokim mężczyzną w policyjnym uniformie, na pierwszy rzut oka oprócz tego, że był dość pokaźnych rozmiarów, nie było w nim nic nadzwyczajnego. Jednak gdy przyjrzałam mu się uważniej, dostrzegłam jakiś smutek w jego brązowych oczach, nieświadomie zjechałam wzrokiem po jego opalonej szyi – tuż za kołnierzykiem dostrzegłam małego skorpiona. Ten mężczyzna o krótko ściętych, czarnych włosach wydał mi się nie pasować do roli policjanta. Funkcjonariusz skłonił się w moją stronę i poczekał, aż pielęgniarka wyjdzie z pomieszczenia. Dopiero wtedy przyciągnął stołek, na którym usiadł, przez co wydał mi się dość zabawny w tej zgarbionej pozycji.

– Witaj, Adriano.

Na dźwięk jego głosu zadrżałam, a po moim karku przebiegł zimny dreszcz. To był ten sam głos, który mówił do mnie, gdy zaatakował mnie gwałciciel Katarzyny L.

– Widzę, że mnie poznałaś – powiedział łagodnie, a jego głos w dziwny sposób mnie uspokajał. – Nazywam się Maciej. Jestem policjantem, ale to już na pewno zauważyłaś. Mignął mi odznaką przed oczami, jednak zrobił to tak szybko, że zdążyłam zobaczyć tylko „M” w jego nazwisku.

– Chce mnie pan przesłuchać?

– Na dobry początek, a następnie proponowałbym obiad po służbie. Może jutro? Wydaje mi się, że warto byłoby porozmawiać.

– Dobrze, zaczynajmy.

 

Rozmawialiśmy długo, a przez cały czas mężczyzna zapisywał coś w notesie. W końcu podniósł się i skinąwszy głową, wyszedł. Jeszcze tego samego dnia opuściłam ciepłe szpitalne łóżeczko i nie było mi źle z tego powodu. W domu czekały na mnie obowiązki, choć gdy otwierałam drzwi wejściowe, jeszcze o tym nie wiedziałam. Po odsłuchaniu automatycznej sekretarki dowiedziałam się, że wszyscy znajomi z gazety, a było ich niewielu, postanowili powiedzieć mi coś miłego. Przy tej okazji mój nowy szef zażądał na jutro – jak to określił – gorącego artykułu. Chyba jeszcze nie do końca doszłam do siebie po tym wstrząsającym wydarzeniu, jednak – o dziwo – po trzech kawach i półtoragodzinnej pracy artykuł był gotowy. Co prawda przemilczałam kilka faktów, na przykład to, że znałam pseudonim osoby, która mnie uratowała, jednak uznałam, że bez tej informacji całość będzie się przyjemniej czytała. Gdy zakończyłam pracę, mój wzrok powędrował na stertę rzeczy Sebastiana. Ponownie wzięłam pamiętnik mojego ukochanego. Powoli zaczęłam przewracać kartki z niezrozumiałym tekstem. Nagle zaskoczona zatrzymałam wzrok, odczytując: „Ojciec nie żyje. Obrońca zabił go bez mrugnięcia okiem. Czuję się rozdarty, z jednej strony chciałbym pomścić mojego opiekuna, z drugiej wiem, że tak to musiało się skończyć”.

 

Westchnęłam, szybko przewracając kartkę, jednak dalszego tekstu nie udało mi się odczytać. Powoli doszłam do środka pamiętnika. Stwierdziłam, że daty kolejnych wpisów były z czasów, kiedy zaczęłam być z Sebastianem. Jednak forma wpisów się zmieniła – na każdej stronie był wyraz, data oraz nazwa miejscowości. Po pewnym czasie i to się skończyło. Następnie było parę pustych kartek, a na samym końcu list do mnie. Odłożyłam pamiętnik na miejsce. Nagle poczułam się bardzo zmęczona, więc położyłam się do łóżka. Nim zrozumiałam, co się stało, zasnęłam.

 

Po porządnej kawie z rana i dowleczeniu się do pracy wszystko zaczęło się naprawdę ciekawie układać. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było dostarczenie artykułu sekretarce szefa. Gdy go jej wręczałam, pulchna staruszka uśmiechnęła się do mnie, mówiąc:

– Jak się czujesz, złotko? To musiał być dla ciebie straszny szok. Takie brutalne przeżycie…

Zapewniłam ją, że wszystko ze mną w porządku. Zaraz znalazłam się w naszym biurze, gdzie ku mojemu zaskoczeniu zostałam wyściskana przez obydwoje współpracowników. Nie uniknęłam krótkiej rozmowy o tym, jak się trzymam, w końcu jednak zabraliśmy się do pracy. Tuż przed końcem pracy do naszego pokoju wpadł szef.

– Adriano świetny artykuł! – krzyknął. – Zostanie wydrukowany. A co tam z pozostałymi? Macie jakieś tematy?

– W sumie dzisiaj powinienem skończyć artykuł o uzależnionej od papierosów wiewiórce – powiedział Maciej.

Łysy mężczyzna wymownie palnął się w czoło, jednak po chwili odparł:

– Dobre i to, a ty Lidio?

– Zajęłam się sprawą tych morderstw sprzed roku. Zawsze ginęły młode kobiety i miały wycięty na lewej piersi znak.

– Świetnie – znowu podniósł głos. – Adriano, ty masz dzisiaj taryfę ulgową, ale się nie przyzwyczajaj.

Odwrócił się na pięcie i w dość groteskowy sposób wymaszerował z pomieszczenia. Wymieniliśmy spojrzenia, a nim ktokolwiek zdążyłby powiedzieć: „nasz szef ma nierówno pod sufitem”, byliśmy już poza biurem.

 

Funkcjonariusz zabrał mnie do wykwintnej restauracji, gdzie zjadłam przepyszną obiadokolację, podczas której toczyliśmy swobodną rozmowę. Dowiedziałam się z niej, że mężczyzna nazywa się Dawid oraz paru nieistotnych szczegółach z jego życia. W końcu przeszedł do sedna sprawy.

– Czy wiesz, kim jest Obrońca?

– Mordercą – powiedziałam ściszonym głosem po chwili namysłu.

– Jak my wszyscy – odparł, upijając pokaźny łyk wina. – Ale czy wiesz, kim on jest? Pokręciłam przecząco głową.

– To dobrze, im mniej wiesz, tym bezpieczniejsza jesteś.

– Nie rozumiem.

– Widzisz, dawno temu młody naukowiec został poproszony o stworzenie specjalnego oddziału. Jeździł po całym kraju, wyszukując dzieci ze skłonnościami do przemocy, żeby zamienić je w istne maszyny do zabijania. Projekt upadł po roku, a mężczyzna wraz z podopiecznymi oraz garstką ludzi pomagających mu w projekcie jakby zapadli się pod ziemię. Te dzieci zostały wyszkolone na maniakalnych morderców, mężczyzna stworzył coś na kształt religii i wpoił to w nich. Można powiedzieć, że stworzył potwory.

– To straszne – szepnęłam.

– Ze wszystkich dzieci tylko Stefan nigdy nie spełnił oczekiwań Ojca – rzekł mężczyzna, a w jego oczach dostrzegłam smutek. – Inni robili straszne rzeczy, by go zadowolić, tylko nie on. Kiedyś nawet Ojciec zażartował, że zginie przez niego...

– I tak się stało?

Mężczyzna skinął głową.

– Skąd tyle o nim wiesz? O tym wszystkim?

– Ja jestem jednym z tych dzieci. Najmłodszym bratem Stefana, co prawda przybranym... ale na mnie skończył się ten projekt.

Chciałam się poderwać z miejsca i uciec, jednak ciekawość wzięła górę. Siedziałam z mężczyzną, który znał Sebastiana, a ja chciałam poznać jego wiedzę. Nagle zadzwonił telefon. Mężczyzna szybkim ruchem odebrał go.

– Słucham. Tak... To już dziś. Dobrze, zaraz będę – mówiąc to, schował telefon do kieszeni, następnie przeniósł wzrok na mnie. – Adriano, musisz mi wybaczyć. To bardzo długa rozmowa, na którą na pewno kiedyś znajdziemy jeszcze czas. Teraz muszę wyjechać.

– Ale...

Lecz on już mnie nie słuchał. Szybkim krokiem wyszedł z restauracji, chciałam pobiec za nim, lecz nagle jak spod ziemi wyrósł przede mną kelner, uśmiechając się łagodnie.

– Rachunek?

– Tak, poproszę.

Płacąc kartą, miałam ochotę odnaleźć Dawida i nieźle skopać mu tyłek, choć ostatecznie doszłam do wniosku, że może nie były to źle wydane pieniądze. W końcu czegoś się dowiedziałam, jednak te informacje nie do końca były realne. Oddział specjalny, dzieci o morderczych skłonnościach… Wszystko to wydawało mi się nie trzymać kupy. Wróciłam do domu niezadowolona.

 

Od wyjazdu Dawida minął już tydzień. Tydzień wypełniony pracą, z czego niespecjalnie się cieszyłam. Codziennie powtarzałam ten sam schemat: wstać, zjeść, harówka z przerwami, wrócić do domu i położyć się spać. Pomimo tego szczurzego pędu, wciąż po głowie kołatały mi się myśli, których do końca nie potrafiłam sprecyzować. Dopiero teraz, gdy od naszego spotkania minęło już tak wiele czasu, zaczęłam próbować spokojnie poukładać sobie to wszystko. Nie udało mi się dojść do żadnych racjonalnych wniosków, wszystko to było poukładane na wariackich papierach. Wszystkie te nieprzemyślane decyzje, działanie pod wpływem impulsu na początku składałam na karby szoku pourazowego. Gwałciciel chciał mnie zabić, Obrońca go powstrzymał, podcinając mu gardło, a ja od tak sobie rozmawiałam z policjantem, który na to wszystko nie zwracał najmniejszej uwagi. Co więcej, był biernym obserwatorem tych makabrycznych wydarzeń. Westchnęłam zmęczona. Miałam już tego wszystkiego serdecznie dość. Był już późny wieczór i powinnam się położyć spać, jednak nie miałam na to ochoty. Sięgnęłam po pierwszą teczkę. Zobaczyłam w niej zdjęcie młodego chłopaka, może trzynastolatka. Niestety to było wszystko, czego mogłam się o nim dowiedzieć, zapiski były prowadzone w niezrozumiałym dla mnie języku. Wzięłam kolejną teczkę, tym razem mi się poszczęściło, całość była zapisana po włosku – w języku, którego dawno temu uczyłam się dla przyjemności. Na zdjęciu była mała dziewczynka, mniej więcej w wieku dziewięciu lat. To dziwne, ale kiedy spojrzałam w jej zielone, kocie oczy, aż mnie ciarki przeszły po plecach. Powoli zaczęłam czytać tekst pod nim, z każdą chwilą coraz bardziej nie wierząc temu, co było tam napisane. Dziewczyna ta miała brutalnie zabić swoich „przyszywanych” rodziców i trzy siostry. Następnie było coś o zwerbowaniu do projektu, pomyślnym przejściu szkolenia, o pewnym rytuale, długi ciąg ofiar, które systematycznie ginęły pod ostrzem jej noża. Niestety nic z tego nie zrozumiałam. Dopiero gdy przeczytałam, że nazywano ją „Nożownikiem”, dotarło do mnie, że gdzieś już czytałam to słowo. Jak opętana rzuciłam się po pamiętnik Sebastiana. Szybko przewracałam strony, by w końcu znaleźć to, czego tak usilnie szukałam. Na jednej z kartek była data, pod którą mój ukochany napisał: „Nożownik, Werona, Włochy”.

 

Z wyrywającym się sercem z piersi zaczęłam krążyć po pokoju, jeszcze raz przeglądając akta „Nożownika”. Na marginesie jednej z kartek dostrzegłam coś, czego jeszcze nie widziałam. Równym, starannym pismem Sebastian zostawił po sobie ślad: „Nożownik zginął, walcząc z Obrońcą. Ironią było to, że tamten zasztyletował go jego własną bronią. Ale to dobrze, będzie to przykładem, a zarazem nauczką dla innych”. Zamarłam. Mój nieżywy już ukochany pochwalał bestialskie morderstwo, którego dopuścił się ten nieznany mi mężczyzna. Było to jego drugie, o którym wiedziałam. Powoli osuwając się na kanapę, przycisnęłam do piersi akta. Siadając, nie zauważyłam pilota. Coś kliknęło i telewizor włączył się.

– To straszna tragedia – zaczęła mówić spikerka – w ulicznej strzelaninie zginął Dawid D., funkcjonariusz będący po służbie...

Nagle na ekranie zobaczyłam twarz policjanta, który mnie przesłuchiwał, z czarnym prostokącikiem na oczach. Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu.

– Niestety pomimo wysiłków lekarzy, pacjent zmarł na stole operacyjnym. Mężczyzna doznał licznych... – urwała, gdy drżącą ręką nacisnęłam czerwony przycisk na pilocie. Moim ciałem wstrząsały delikatne drgawki, chlipiąc cicho, nie wiedziałam, co mam ze sobą począć. Dawid nie żyje. Jedyna osoba, która potrafiła mi wyjaśnić przeszłość Sebastiana zginęła. Opadłam na poduszki, przed moimi oczami wciąż widniała jego uśmiechnięta twarz. Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. A gdy w końcu nadszedł sen, nie dał mi on ukojenia.

 

 

{jcomments on}

 

 

(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: