|
Autor: Katarzyna Pater
|
|
Szaro jest wokół, zostałam sama. Leżę na czarnej, aksamitnej otomanie. Czytam...Vincent znowu oszalał. Szmaragdowym spojrzeniem zamienił świat w artystyczną wibrację cząsteczek. Czas jest dla niego bezwzględny. Rozczulam się. Kładę dłonie na książce. Zasypiam.
|
|
Autor: Emil Bohemski
|
|
Brama odpowiedziała stalą, jedynie łańcuch od kłódki zagrzechotał cicho na nasze potrząsanie metalowymi prętami.
|
|
Autor: Mariusz Drozdowski
|
|
Nie wiem dlaczego ludzie odchodzą. Patrzę na twarze, co czas je zmienia, w każdej wiosce domy i cmentarze, obok siebie dwa światy, przeistoczenia.
|
|
Autor: Mariusz Drozdowski
|
|
Powiedz, jeśli możesz... jakim drzewem sopel wyrasta od dołu jak lodowe morze, rosnąc owoce zamraża...
|
|
Autor: Mariusz Drozdowski
|
|
Witam!
Przechodząc przez ulicę wyburzanych wspomnień, nie patrzę w okna sypialni, w których bywało szczęście, żalem oblane ciemne zaułki, oświetlane latarniami z łez. Otwarte bramy poszarpanych obrazów przeszłości,straszą bezduszną pustką. Idziesz człowieku życiowym prospektem, niechcący omijając szczęśliwsze dróżki, i nigdy niestety się nie dowiesz, co mógłbyś, gdybyś był sam. Bólem odliczasz śmierć każdej chwili, żałobę masz pod oczami, smutnych wyżłobień głęboki szlak, który nazywasz doświadczeniem.
|
|
Autor: Mariusz Drozdowski
|
|
Chyba nie wiem…
Kiedyś mój Anioł zasnął, głowę odwrócił ode mnie, smutkiem podparłem czoło, lecz czekałem nadaremnie… Długim snem go obdarzył Stwórca życia mojego i czekałbym tak nadal, lecz serce nie chciało tego… Wstałem i drogą długą iść me nogi zaczęły, szedłem ze spuszczoną głową, bo oczy wstydem płonęły. Dróg tysiąc i mostów wiele, kamasze moje, co stopy niosły, nie bacząc na to, co się dzieje, szedłem myślą radosny… Obudzić mego Anioła, ustami tchnie dać żywe, abyśmy razem w tym niebie, byli dla siebie żywi. Wzlotem rąk jak powiewem, ramion uskrzydleń wspólnych; tak, Aniele, biegłem do Ciebie, jak biegną dni złudne. Doszedłem drogi szukaniem do miejsca snu Twego, Miła, i tak Cię całowałem, aż znowu cała ożyłaś…
|
|
Autor: Mariusz Drozdowski
|
|
Widzisz, jest takim, że nie mając nadziei, umiera czas, taki który był dla nas cichością naszych śmiechów, wesołym, zalotnym szeptem, ale był – teraz został już mgłą zasnuty, melancholijny wątek, taka alejka w życiu parkowego westchnienia... Czy byłem? Widziałaś tylko poświatę bytności jakiejś materii, ja musiałem umrzeć, bo nie było tyle miejsca dla takiej miłości dziwnej...
|
|
Autor: Mariusz Drozdowski
|
|
Zakończenie dnia!
Wstałem sobą zaspany w dłoniach niczyich! Oczu malowaniem zapaliłem łuczywo… Kimże ja śpiewam? Jakiego głosu struną? Czy na wydrapanych drzewach, liście suche ożyją? Turkocą już jednostajne łzy suche jak ziarna, sekwencją znaczeń, jak nie taka prawda!
|
|
Autor: Jan Gawarecki
|
(z cyklu „Spotkana z melancholią” )
Skrzydło drzwi odmienia czasy i przypadki odlicza odgłos obcasów na podłodze. Tafla lustra wciąż krwawi wyznaniem zapisanym szminką: Odchodzę, by odzyskać rozsypane perły uczuć! Do potem!
|
|
Autor: Jola Pokrywka
|
|
Milczenie złotem. Bzdura. Milczenie przedsionkiem piekła. Otchłań widać przez szparę. Dławi Cię widok taki. Przygotować się chcesz? Głupiś. Cofnąć się, wyjść. Za późno. Możesz czekać jedynie. To Ci wolno.
|
|
|