Gdy zmierzch do wyznań był już skory,
Zaplataliśmy nasze dni.
Ty cerowałaś mój życiorys
Środkiem mgły.
Wkładałem palce w przeszłe rany
Z niewiary w zwykłą szarość chwil.
W uczuciach tkwiłem niepoznanych,
Jak bez sił.
Zanika brzeg
I tylko ścieg
Znaczy ślady burz.
Nie trzeba wielu zbędnych gestów,
By dojrzeć jedną z wielu zórz.
Zanika brzeg
I tylko ścieg
Znaczy ślady burz.
Zmysł upojony trwa przedświtem
Rozleniwionym pośród wzgórz.
W przychylnych cieniach niewidoczni,
Pośród poduszek pełnych snów
Skryjemy myśli. Niech odpocznie
Ciężar głów.
Zaszalejemy z tym nastrojem,
Pieszczotą otulając czas.
Biegł będzie taniec przez pokoje
Chociaż raz.
Zanika brzeg
I tylko ścieg
Jak przebrzmiały ślad.
Pod spiętrzeniami codzienności,
Coraz mniej starych, mrocznych fałd.
Zanika brzeg
I tylko ścieg
Jak przebrzmiały ślad.
Figowe drzewko znów zielone,
Zdeptanej łące śni się kwiat.
{jcomments on}
Please wait...