Subskrypcja

Wpisz swój e-mail, a będziemy Cię informować o najnowszych wydarzeniach na Zaszafie.pl!

Nasza klasa

Robert Niessner | wtorek, 01, marzec 2011 14:26

Za szczęściem

 

Słońce prażyło mnie w kark, szedłem przez Agorę, jacyś buntownicy przedstawiali niby lepsze i mniej okrutne życie. Zmierzałem do domu, jednak i to stało się niemożliwe, jeden z największych złodziei okradł mnie i pozostawił z nożem w plecach. Mój syn był jeszcze za młody, by przejąć gospodarstwo, ale był do tego zmuszony. Umierałem w mękach na ulicy, nie pomagały okłady ani nic innego, czułem się coraz gorzej, nóż tkwił w plecach i coraz bardziej był uciążliwy.

 

Mój syn, gdy tylko to usłyszał – bo plotki się szybko rozchodzą – postanowił dokonać zemsty na złoczyńcy.
Ja w końcu odszedłem z tego świata.
Tymczasem porwano złoczyńcę. Złoczyńcę – nie, to złoczyńca wystawił swojego kompana, a straż myśląc, że to ów człowiek odważył się dokonać takiego czynu, zabrała go i powiesiła.
Mój syn wybrał się w podróż i wędrował. Swoją wędrówkę zaczął z Agory.

 

*

*    *

Wyjechałem, składając ofiarę Posejdonowi, Atenie, Hermesowi i Herze.
Gdy znalazłem się przed bramami miasta, słońce było już nade mną i zaczęło mnie prażyć w kark. Jacyś buntownicy przedstawiali niby lepsze i mniej okrutne życie. Zmierzałem za złoczyńcą, ale i to na początku stało się dla mnie niemożliwe: nagle wyskoczyli zbójnicy i zaatakowali mnie. Poczułem draśnięcie w nogę, wiedziałem, że nie uda mi się uciec, ale nagle zorientowałem się, że biegnę szybciej niż myśl, i znalazłem się się w porcie. Tam wsiadłem na statek płynący na Kretę. Kiedy wszedłem na statek, poczułem szorstkie, twarde, drewniane belki, maszt był wysoki niczym posąg w Partenonie, a żeglarze opryskliwi i niemili, ale jeden, ku mojemu zdziwieniu, był spokojny i wyrozumiały. Nie patrząc na miasto, a w morze – rozmyślałem, gdzie znajdę się potem.

 

Niedługo później znalazłem się na środku morza i zerwała się burza. Pioruny szalały. Jeden trafił statek, a dokładnie rozłupał go na pół i jedna połowa zatonęła wraz z załogą i mną. Ale nagle wir podniósł mnie do góry, a pod nim był sam Posejdon ratujący mnie. I płynąłem tak na fali, aż wyrzuciła mnie na brzeg małej wyspy koło Krety.  Stamtąd przepłynąłem wpław i jak wyszedłem z wody, to porwali mnie jacyś ludzie. Byli uzbrojeni, więc poddałem się, a oni wtrącili mnie do lochów i kazali mi rozwiązać bardzo trudne zadanie. Nie mogłem wyjść, dopóki nie rozwiążę zagadki, ale nie byłem na tyle wykształcony, by to zadanie rozwiązać. Nagle przez dach wleciała kobieta. Wzięła ode mnie zadanie i wyryła rysikiem odpowiedź, a po chwili zniknęła. Wtedy dopiero zrozumiałem, że to Atena pomogła mi zrobić zadanie. Przyniosłem rozwiązanie zagadki strażnikowi, a on zaniósł je Kreteńskiej Radzie, która stwierdziła, że zadanie jest zrobione dobrze.


Wypuścili mnie, a ja dowiedziałem się, że jakiś bandyta zabił kobietę i jej dzieci. Podejrzewałem, że to on, ten, który zabił też mojego ojca, więc ruszyłem w pogoń. Zobaczyłem, jak jeden mężczyzna idzie ze swoim towarzyszem i nagle chowa się w domu zamordowanej kobiety, podczas gdy jego towarzysz zostaje złapany. Wtedy ruszyłem do domu zabitej kobiety i zobaczyłem go, tego złoczyńcę. Wyjąłem miecz i nagle strzała trafiła mnie w plecy, ale miecz, ku mojemu zdziwieniu, uniósł się niczym piórko i wbił się w serce złoczyńcy. Zadowolony z tego czynu Hery, bogini zemsty, umierałem w mękach. Nie pomagały okłady ani nic innego, strzała tkwiła w plecach i była coraz bardziej uciążliwa. W końcu odszedłem z tego świata i pozostawiłem za sobą tylko ciało.

 

 

{jcomments on}

(0 - głosowań)

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Tytuł:
Komentarz: