Mój syn, gdy tylko to usłyszał – bo plotki się szybko rozchodzą – postanowił dokonać zemsty na złoczyńcy.
Ja w końcu odszedłem z tego świata.
Tymczasem porwano złoczyńcę. Złoczyńcę – nie, to złoczyńca wystawił swojego kompana, a straż myśląc, że to ów człowiek odważył się dokonać takiego czynu, zabrała go i powiesiła.
Mój syn wybrał się w podróż i wędrował. Swoją wędrówkę zaczął z Agory.
*
Wyjechałem, składając ofiarę Posejdonowi, Atenie, Hermesowi i Herze.
Gdy znalazłem się przed bramami miasta, słońce było już nade mną i zaczęło mnie prażyć w kark. Jacyś buntownicy przedstawiali niby lepsze i mniej okrutne życie. Zmierzałem za złoczyńcą, ale i to na początku stało się dla mnie niemożliwe: nagle wyskoczyli zbójnicy i zaatakowali mnie. Poczułem draśnięcie w nogę, wiedziałem, że nie uda mi się uciec, ale nagle zorientowałem się, że biegnę szybciej niż myśl, i znalazłem się się w porcie. Tam wsiadłem na statek płynący na Kretę. Kiedy wszedłem na statek, poczułem szorstkie, twarde, drewniane belki, maszt był wysoki niczym posąg w Partenonie, a żeglarze opryskliwi i niemili, ale jeden, ku mojemu zdziwieniu, był spokojny i wyrozumiały. Nie patrząc na miasto, a w morze – rozmyślałem, gdzie znajdę się potem.
Wypuścili mnie, a ja dowiedziałem się, że jakiś bandyta zabił kobietę i jej dzieci. Podejrzewałem, że to on, ten, który zabił też mojego ojca, więc ruszyłem w pogoń. Zobaczyłem, jak jeden mężczyzna idzie ze swoim towarzyszem i nagle chowa się w domu zamordowanej kobiety, podczas gdy jego towarzysz zostaje złapany. Wtedy ruszyłem do domu zabitej kobiety i zobaczyłem go, tego złoczyńcę. Wyjąłem miecz i nagle strzała trafiła mnie w plecy, ale miecz, ku mojemu zdziwieniu, uniósł się niczym piórko i wbił się w serce złoczyńcy. Zadowolony z tego czynu Hery, bogini zemsty, umierałem w mękach. Nie pomagały okłady ani nic innego, strzała tkwiła w plecach i była coraz bardziej uciążliwa. W końcu odszedłem z tego świata i pozostawiłem za sobą tylko ciało.
{jcomments on}
Please wait...